Tekst: Gabriela Opielewicz
Kiedy kilka miesięcy temu dowiedziałam się, że Piotr Jeznach zaproponuje drugą już interpretację klasycznego dzieła literackiego na deskach Teatru Roma, wiedziałam, że to wydarzenie nie może mnie ominąć. W ubiegłym roku miałam możliwość zapoznania się z choreografią tego twórcy od strony wykonawczej. Było to doświadczenie niezwykle intensywne. Jeznach projektuje ruch, który idealnie wypełnia przestrzeń dookoła swoich tancerzy. Kreuje sferę, która nie pozostaje bierna. Wykorzystuje kanony i kontrasty w sposób niezwykle logiczny, dynamiczny, a jednocześnie nieprzewidywalny. Operuje zakresami ruchu, które wydają się nie mieć końca. Tak było i tym razem.
Od samego choreografa dowiedziałam się, że poszukiwanie inspiracji na spektakl odbywa się u niego na dwóch poziomach. Po pierwsze, znalezienie dzieła, które w intuicyjny sposób może zostać przetworzone przez wyobraźnię artysty poprzez reinterpretację. Po drugie, forma dzieła musi być proporcjonalna do dostępnych środków artystycznych. Nikt raczej nie zaprzeczy, że klasyczne Jezioro Łabędzie wygląda adekwatnie jedynie, gdy corps de ballet stanowi ogromny zespół, a nie, zaledwie kilkanaście osób. Prawdopodobnie dlatego autor zdecydował się sięgnąć po powieść o klarownie wyznaczonej, wąskiej obsadzie głównych postaci. Ten wybór wiąże się jednak z dużą odpowiedzialnością. Kiedy na scenie mamy tylko ośmiu tancerzy, nie ma miejsca na niedociągnięcia. Każdy jest widoczny. Wykonawcy muszą prezentować złożoną ekspresję taneczną i aktorską. Historia o estetyce duszy i ciała stanowi wdzięczny punkt wyjścia dla poszukiwań ruchowych.
Scena Nova Teatru Roma nie jest zbyt duża. Brak tradycyjnych kulis oraz dystansu między widownią a sceną mógłby być największym wyzwaniem tej produkcji. Zamiast tego jest środkiem do immersji absolutnej, w której stopniowo zatapia się widz. Tancerze niejednokrotnie nawiązują kontakt wzrokowy z widownią. Część spektaklu dosłownie wychodzi poza scenę, co wymaga sporej czujności widza. Wzrok podąża za snopami światła, które prowadzą nas do kolejnych etapów przedstawienia. Monika Moskwa odpowiedzialna za kostiumy zaaplikowała patenty, które ułatwiały tancerzom swobodę ruchu. Chociażby ciekawie zaprojektowane spodnie panów, które pozwalały na wykonanie skomplikowanych akrobacji. Wizualnie, stroje przypominały mi o niedawnej premierze czwartego sezonu Bridgerton, którego akcja, również toczy się w Londynie i okolicach. Dzieje się to, co prawda w czasach regencji, ale z racji, że serial odnosi się bardziej do fikcji historycznej i wyobrażeń o tamtym czasie, czerpie modowo również z innych okresów, w tym, z epoki wiktoriańskiej. Powieść Oscara Wilde’a ma miejsce właśnie w tym czasie. Trudne wyzwanie miały Panie, którym długie suknie nie ułatwiały zadania, zwłaszcza przy fragmentach tańca nisko, w parterze. Scenografia Karoliny Bramowicz uzupełniła ten przepych zdobionymi ramami obrazów i ciężkimi draperiami. Podobała mi się kompaktowość i przesuwalność poszczególnych elementów, co zdaje się konieczne, przy ograniczonej przestrzeni.
Przez godzinę przedstawienia oglądałam fuzję stylów uzupełnioną o bardzo solidne aktorstwo. W ciągłym dialogu z muzyką znajdowałam w ruchu coraz to nowe jakości. Przyznaję, że pierwszy raz widziałam pracę, w której tak wyraźnie było widać profil taneczny poszczególnych wykonawców. Dla niektórych taniec klasyczny był widoczną podstawą edukacji, podczas gdy inni wyraźnie lepiej czuli się w tańcu współczesnym, a nawet odłamach stylów ulicznych. Burza emocji pomiędzy postaciami była oczywista i wiarygodnie zaprezentowana. Pomimo że, na romans Sybil i Doriana nie zostało poświęcone dużo czasu, byłam w stanie uwierzyć w ich uczucia oraz empatyzować z okrutnie porzuconą dziewczyną. Mimika nie ograniczała się do spojrzeń między postaciami, ale otwierała się w kierunku widza, jakby pytając: A jak wygląda Twój portret? Oprócz przekonujących uczuć widziałam też na scenie ogromne zaufanie. Niektóre podrzucenia i partnerowania wywoływały moje szczerze przerażenie. Na szczęście, oprócz tego, że bardzo efektowne, były precyzyjne i pewne. Ze strony tancerzy nie widziałam nawet momentu zawahania, mimo że czasem znajdowali się zdecydowanie bliżej sufitu niż podłogi. Obsada pasowała świetnie (nawet wizualnie) do swoich postaci. Udało się zachować i zasygnalizować ich pojedyncze motywy oraz cechy. Najbardziej zaskoczył mnie Andrei Kamarou- uosobienie dekadentyzmu tej historii. Nie dało się oderwać wzroku od jego cynicznego uśmiechu i niepokojących ruchów. W choreografii zespołowej pojawiały się złożone, szybkie kanony. Momenty, kiedy tancerze praktycznie roztapiają się w ruchu, żeby po sekundzie spiąć ciało i szybko przejść do kolejnej sekwencji. Bardzo podobał mi się motyw tanga dwóch bohaterów, które ma swoje miejsce również w innych produkcjach np. Dracula Polskiego Baletu Narodowego. Według mnie uniwersalnie sygnalizuje to walkę o dominację.
Piotr Jeznach wybrał ciekawą ramę, którą stawia w drzwiach Teatru Roma, zapraszając do swojego wyobrażenia tej historii. Na szczęście, nie próbuje streszczać książki, co byłoby trudne w zaledwie godzinnej formule. Zamiast tego proponuje spektakl, który mógłby być pomostem dla widowni. Niewiele produkcji tanecznych w Polsce proponuje cokolwiek pomiędzy klasycznym, nawet neoklasycznym baletem, a abstrakcyjnym teatrem tańca. Ten pierwszy może kojarzyć się części potencjalnej widowni z przesadną sztywnością i nudą. Teatr tańca z drugiej strony często bywa przytłaczający, niezrozumiały dla mniej przyzwyczajonego odbiorcy. Portret Doriana Graya rozwiązuje oba te problemy dzięki zaczerpnięciu literackiej inspiracji o ustrukturyzowanej fabule, w połączeniu ze współczesnym językiem przekazu. Wielokrotnie podczas oglądania zastanawiałam się: Dlaczego to nie mógłby być film? W dobie kina, które tworzy estetyczne szklarnie poszczególnych dzieł, ta interpretacja sprawdziłaby się idealnie. Produkcja Teatru Roma jest dziełem samodzielnym, nie wymaga znajomości powieści, ale pozostaje umotywowana w materiale źródłowym. Dla widza nieobeznanego z pierwowzorem produkcja taneczna może być powodem do sięgnięcia po książkę. Dla osoby po lekturze będzie to świetna konfrontacja z emocjami na temat dzieła. Czymże więc jest ta produkcja? Posługując się cytatem Lorda Henry’ego:”Określać znaczy ograniczać”. Tym bardziej zachęcam, by ulec pokusie i wybrać się na kwietniowe spektakle.
Realizacja:
Reżyseria i choreografia na podstawie powieści Oscara Wilde’a: Piotr Jeznach
Muzyka: Evan Wise
Kostiumy: Monika Moskwa
Scenografia: Karolina Bramowicz
Występują:
Aleksandra Borkowska
Sara Kaźmierska-Urban
Piotr Abramowicz
Dariusz Bujnowski-Konarski
Michał Adam Góral
Andrei Kamarou
Bartłomiej Kamiński
Szymon Pacholec
Krzysztof Jaros
Premiera: 07.03.2026 Nova Scena Teatru Muzycznego ROMA w Warszawie
