Tekst: Elżbieta Pastecka
Pierwsza premiera sezonu 2025/26 – trzyczęściowa Symfonia Tańca potwierdziła wysoką pozycję Polskiego Baletu Narodowego. Na zaprezentowany w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej 13 listopada br. baletowy tryptyk złożyły się: Siódma Symfonia Toera van Schayka (wznowienie), SSSS… Edwarda Cluga oraz Symphony in C George’a Balanchine’a. Zróżnicowane stylistycznie, skupiające uwagę widza na wykonawczej perfekcji tancerzy, dzieła światowej sławy choreografów trzech pokoleń minionego i obecnego stulecia ukazały niezniszczalną moc tańca, jego emocjonalną siłę oddziaływania na widzów, w tym również tych nie będących znawcami tej sztuki.
Stałych bywalców baletowych wydarzeń w TW-ON ucieszyła wiadomość o wznowieniu Siódmej Symfonii, słynnego dzieła wybitnego holenderskiego choreografa, które od niemal 40 lat doświadcza entuzjastycznego przyjęcia publiczności całego świata. O tym utworze i jego twórcy pisaliśmy szczegółowo w letnim numerze TAŃCA/2023, po premierze baletów holenderskich w TW-ON w maju 2023 roku, zatem zainteresowanych odsyłam jak wyżej, odnotowując jedynie z zadowoleniem, że i tym razem publiczność dała upust swym emocjom, nagradzając znakomity technicznie występ tancerzy PBN owacyjnymi brawami.
Wydarzeniem stała się druga część tryptyku, czyli polska premiera dzieła SSSS… do pięciu nokturnów Chopina w choreografiiEdwarda Cluga, o którym przychodzi mi pisać w TAŃCU już po raz trzeci – i mam nadzieję, że nie ostatni, jako że oryginalne dzieła tego rumuńsko-słoweńskiego twórcy nieodmiennie zaskakują widzów nowatorskim ujęciem potencjału możliwości ludzkiego ciała, którego prowokująco niesubordynowane ruchy podporządkowane są paradoksalnie harmonijnej całości. Inspirację dla dzieła, stworzonego w 2012 roku dla Stuttgart Ballet, stanowiło subtelne piękno wyżej wspomnianych utworów fortepianowych Chopina, nasuwające skojarzenia z czułością szeptu kochanków. Oglądamy kolejno trzy duety, których przypadkowe relacje po wstępnej fascynacji ulegają rozpadowi – szept czułości przeradza się w nostalgiczny szept wspomnienia. Wysublimowany klimat intymności przekazu wzmacniał swym mistrzowskim wykonaniem pianista Marek Bracha.
Tryptyk kończy legendarna już choreografia równie legendarnego Balanchina – Symphony in C do Symfonii C-dur Georges Bizeta, afabularna impresja będąca peanem na cześć ponadczasowej potęgi baletowej sztuki. Zrealizowane dla Baletu Opery Paryskiej w 1947 roku na czterdziestoośmioosobowy zespół tancerzy dzieło zachwyca po dzień dzisiejszy scenicznym rozmachem i maestrią neoklasycznego tańca, w którym każde pas urasta do rangi wykonawczego wyczynu. To utwór możliwy do wykonania wyłącznie przez profesjonalistów najwyższej klasy, tym bardziej iż wobec braku fabuły, czyli możliwości odwrócenia uwagi widza od ewentualnych niedostatków technicznych popisem aktorskim, cała uwaga publiczności skierowana jest wyłącznie na technikę taneczną. Polska premiera tego czteroczęściowego dzieła potwierdziła światową klasę Polskiego Baletu Narodowego: urzekające perfekcją i emanujące radością duety, popisy solowe aż po niewiarygodną wirtuozerię tańca zespołowego dosłownie porywały widownię.
Znakomitą Orkiestrą Teatru Wielkiego – Opery Narodowej dyrygował Patrick Fournillier.
